Reklama

Ryby o najmniejszej i największej zawartości metali ciężkich i dioksyn

Jak pogodzić zalecenia dietetyków, by często jeść ryby z przestrogami naukowców, by na nie uważać? Bo żyją w zanieczyszczonych morzach i oceanach, zawierają metale ciężkie, dioksyny, mikroplastik. Ten dylemat można rozwiązać tylko w jeden sposób. Musimy dowiedzieć się, które ryby są bezpieczne, które żyją w czystych wodach, które z różnych powodów nie kumulują szkodliwych substancji i czy zawsze bezpieczne będą tylko te z hodowli ekologicznych?

Reklama

Dlaczego w ogóle warto jeść ryby?

Ryby to podstawa diety lekkostrawnej i niskokalorycznej, przeciwstawianej diecie mięsnej. Są częstym elementem diet śródziemnomorskich, które zdecydowanie kojarzą się ze zdrowym stylem życia. Ryby są bogate w białko i wielonienasycone kwasy tłuszczowe (omega-3, omega-6), mikroelementy i witaminy. Znajdziemy w nich fosfor, potas, magnez, cynk, jod, miedź i selen oraz witaminy A, B, D i E. Niestety ryby zawierają także szkodliwe dla zdrowia metale ciężkie, jak rtęć, kadm, ołów, cynk, miedź oraz dioksyny.

Ryby, których lepiej unikać

Wśród ryb, które są szczególnie zanieczyszczone rtęcią jest, popularny w Polsce, tuńczyk. Duża ilość szkodliwych substancji w tuńczyku wynika z tego, że tuńczyki żyją długo. A właśnie długowieczne ryby kumulują najwięcej toksyn zanieczyszczeń. Również popularne pangi i tilapie, słodkowodne ryby o stosunkowo małej ilości wartości odżywczych, które trafiają na nasz rynek zwykle z Wietnamu i Chin, zawierają rtęć i dioksyny. Pochodzą zazwyczaj z zanieczyszczonych hodowli, gdzie ryby karmione są paszami niskiej jakości. Tych ryb powinniśmy unikać. Nie jedzmy też wszelkich konserw rybnych. Do produkcji konserw ze śledziem w roli głównej wykorzystuje się śledzie bałtyckie, a te są pełne szkodliwych substancji. W konserwach z tuńczykiem znajdziemy mięso tuńczyka czerwonego, który ma więcej metali ciężkich i dioksyn niż na przykład tuńczyk biały. Konserwy rybne nie są polecane dzieciom i kobietom w ciąży.

Ryby o najmniejszej zawartości metali ciężkich i dioksyn

Wybierając ryby, lepiej unikać tych z Bałtyku. Dotyczy to zarówno śledzia, jak i łososia. Śledź jest rybą tłustą, bogatą w wartości odżywcze, kwasy omega-3, witaminy E, D i B, w fosfor, potas, wapń, selen i żelazo. Warto go spożywać, szczególnie że dobrze smakuje przyrządzany na różne sposoby. Śledź z Atlantyku nie będzie zawierał tak wielu dioksyn i rtęci, jak ten z Bałtyku.

Łosoś łatwo kumuluje rtęć, ale nie warto go wykluczać z diety. To jedna z najtłustszych ryb, zawiera sporo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, witaminy A, D, E i B, jod i potas. Najzdrowsze łososie to pacyficzne i atlantyckie, powinniśmy unikać hodowlanego łososia norweskiego, na którego najłatwiej trafić w naszych sklepach. Co prawda, normy dopuszczają nawet większy poziom zanieczyszczeń niż ten, który oznacza się w łososiach norweskich, jednak lepiej z nich zrezygnować na rzecz łososia oceanicznego. Na liście ryb wolnych od zanieczyszczeń znajdziemy także sardynki, mintaja i pstrąga. Unikajmy wszelkich ryb z dużych, niesprawdzonych hodowli, wybierajmy te z certyfikowanych hodowli ekologicznych. Bezpieczne są ryby dziko żyjące, na przykład w czystych potokach górskich.

Nie wszyscy przepadają za owocami morza, jednak jeśli szukamy zdrowych okazów, które w dodatku wpłyną korzystnie na nasz wygląd, krewetki, małże i ostrygi będą w sam raz. Krewetki mają wiele cennych wartości odżywczych i mało kalorii. Ostrygi są nieocenionym źródłem witamin i minerałów. Małże mają korzystny wpływ na cerę, elastyczność skóry, są lekkostrawne i także niskokaloryczne. Do tego mają bardzo mało szkodliwych substancji.

Ile ryb i jak często

Jeśli będziemy spożywać różne gatunki ryb dwa razy w tygodniu, nie narazimy się na niebezpieczny poziom zanieczyszczeń. Kobietom w ciąży zaleca się raczej jeden obiad rybny w tygodniu. Warto przekonać się do śledzi (atlantyckich) i, co może trudniejsze, owoców morza.

Zobacz nowe artykuły w promocyjnych cenach na ding.pl

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama