Reklama

Jedzenie przyszłości. Czy schabowego zastąpią owady i mięso z drukarki?

Szacuje się, że do 2050 roku światowa populacja osiągnie wynik prawie 10 miliardów osób, co związane jest z ogromnym wzrostem zapotrzebowania na żywność. Jednocześnie alarmujące są informacje na temat szkodliwego wpływu przemysłowej produkcji mięsa oraz zmniejszającej się bioróżnorodności upraw rolniczych na stan całej planety. Naukowcy szukają więc alternatyw, wśród których pozyskiwanie białka z owadów wydaje się być jedną z najbardziej wydajnych opcji. Czy chrupanie świerszczy przestanie być tylko turystyczną ciekawostką? Co jeszcze może pojawić się na naszych talerzach w niedalekiej przyszłości?

Jedzenie ekologiczne, czyli jakie? Czy wegetarianizm nie wystarczy?

Rosnące zainteresowanie dietami roślinnymi wynika między innymi z faktu, iż żywność pochodzenia zwierzęcego oddziałuje negatywnie na stan środowiska przez emisję ogromnej ilości gazów cieplarnianych. Jednocześnie trzeba wziąć pod uwagę, że dużym problemem są również uprawy monokulturowe, skupiające się na zaledwie kilku roślinach stosunkowo prostych w utrzymaniu. Ignorowanie wytycznych związanych ze zrównoważonym rolnictwem prowadzi do zubożania gleby, a to z kolei wymaga stosowania większych ilości pestycydów oraz nawozów, które też nie pozostają obojętne dla środowiska.

Reklama

Coraz częściej przejście na wegetarianizm określa się jako jeden z niezbędnych kroków, które należy podjąć w celu ograniczenia katastrofalnych skutków działania przemysłu spożywczego w obliczu zwiększającej się ludności świata. Zmiana nawyków i zawartości naszych talerzy ma duże znacznie w skali globalnej.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że zwolennicy mięsa wskazują na konieczność dostarczania ciału pełnowartościowego białka, a produkty pochodzenia zwierzęcego wydają się być ich najlepszym źródłem. Jak pogodzić te dylematy? Naukowcy opracowują kolejne metody zapewniania pożywienia bogatego w niezbędne składniki odżywcze. Może się okazać, że coś, co wczoraj brzmiało jak egzotyka czy science-fiction, jutro stanie się naszą codziennością.

Zobacz: Post przerywany - Intermitten fasting. Komu pomoże schudnąć okno żywieniowe?

Jadalne owady odpowiedzią na kryzys żywieniowy

Jedzenie larw czy chrząszczy do niedawna kojarzone było z programami telewizyjnymi przedstawiającymi ekstremalne sposoby na przetrwanie w głuszy lub podróżami do dalekich krajów i traktowane wyłącznie jako ciekawostka. Okazuje się jednak, że entomofagia, czyli jedzenie owadów, może być receptą na współczesne problemy żywieniowe.

Wyróżnia się wiele gatunków owadów jadalnych, wśród których szczególne zainteresowanie naukowców budzą mącznik młynarek o orzechowym posmaku, świerszcze, których walory mają przypominać kurczaka, oraz koniki polne porównywane pod względem smaku do krewetek. Z kolei mrówka rudnica cechuje się ponoć orzeźwiającym, cytrynowym posmakiem.

Dlaczego akurat owady?

Choć w wielu miejscach na świecie jedzenie owadów nie jest ani niczym nowym, ani szokującym, w Europie takie specjały nadal wzbudzają niechęć i obrzydzenie. Wprowadzanie ich na rynek obwarowane jest zresztą wieloma przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa. Co przemawia na ich korzyść?

Ich hodowla wymaga zdecydowanie mniej powierzchni użytkowej niż jest to w przypadku zwierząt. Zużycie wody i innych zasobów jest zdecydowanie niższe, a cykl dojrzewania owadów szybszy niż w przypadku bydła.

Kolejną zaletą jest zawartość białka w owadach, którego przyswajalność może wynosić ponad 75%. Dokładne wartości składników odżywczych różnią się w zależności od gatunków owadów, spożywanego przez nie pokarmu oraz stadium rozwoju. Gdy mowa o zawartości białka, zdecydowanie najcenniejsze uzupełnienie menu stanowią ćmy, motyle i chrząszcze. Jednym z wyzwań w dziedzinie entomofagii jest fakt, że w przypadku niektórych gatunków obróbka termiczna obniża zawartość białka oraz utrudnia jego trawienie przez człowieka.

Przeczytaj także: Zero waste po japońsku. W Kamikatsu zbudowali budynek ze starych okien

Czy mleko z karalucha wyśle krowy na emeryturę?

Kilka lat temu głośno zrobiło się o firmie z RPA, która z dumą ogłosiła rozpoczęcie produkcji nietuzinkowych lodów. Ich bazą miało być "mleko" pozyskiwane od karaluchów. Choć okazało się to nie do końca prawdą, temat tego produktu i jego postrzeganie w kategoriach superfood przyszłości nadal jest obiektem zainteresowania badaczy.

Odkryto bowiem, że samice karalucha z gatunku Diploptera punctate jako jedyne spośród tych cieszącą się złą sławą owadów rodzą żywe młode. Embriony są odżywiane specyficzną substancją, która w ich układzie trawiennym zamienia się w drobne kryształy. To właśnie one zostały okrzyknięte mianem karaluszego mleka, które stanowi niezwykle odżywczą mieszankę białek, tłuszczów i w mniejszej ilości cukrów.

Mogłoby zrewolucjonizować tradycyjny rynek nabiałowy, ponieważ substancja jest ponad cztery razy bardziej pożywna niż mleko krowie. Pojawia się jednak szereg wątpliwości. Przede wszystkim nadal jednoznacznie nie określono, czy produkty na bazie wydzielin karalucha są bezpieczne dla ludzi. Ponadto wśród obecnych w nich aminokwasów brakuje substancji, których nasze ciała nie są w stanie produkować samodzielnie. Do tego pozyskiwanie kryształów z jelit młodych osobników jest niezwykle żmudnym, czasochłonnym i mało efektywnym procesem. Rozważa się co prawda odtwarzanie go na większą skalę w warunkach laboratoryjnych przy użyciu drożdży, lecz na ten moment kartony z mlekiem oznaczone wizerunkiem karaczana to raczej bardzo odległa przyszłość.

Mięso z drukarki

Technologia jest obecna w niemalże każdym aspekcie naszego życia. Nic więc dziwnego, że bada się jej możliwości także w dziedzinie produkcji żywności. Co prawda w tym momencie trudno mówić o komercyjnej skali zjawiska, ale dzięki technice bio-druku 3D już dziś możliwe jest "drukowanie" mięsa, w tym uwielbianych przez wielu smakoszów steków.

W ten sposób pozyskuje się już roślinne alternatywy dla produktów pochodzenia zwierzęcego, ale japońscy naukowcy w 2021 roku wytworzyli steki na bazie komórek macierzystych pobranych od dorosłych krów waguy, z których mięsa produkowana jest najdroższa wołowina na świecie.

Udało im się precyzyjnie określić sposób ułożenia mięśni, naczyń krwionośnych oraz tłuszczu, dzięki czemu gotowe steki miały charakterystyczną marmurkową strukturę. Badacze z Osaki podkreślają, że jest to ważny krok w przekonaniu konsumentów do tego, że mięso z laboratorium nadal może wyglądać i smakować dobrze. Jednocześnie może minimalizować zużycie zasobów oraz zanieczyszczenie środowiska, które stanowią palące problemy współczesnych społeczeństw.

Polecamy:

Witarianizm, czyli dieta na surowo

Papier toaletowy wielokrotnego użytku: Sposób na oszczędność czy przesada?


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama