Reklama

Skąd się wzięły przesądy?

Komu z nas, żeby nie zapeszyć, zdarza się zapukać w niemalowane drewno albo wzdrygnąć na widok przebiegającego przez drogę czarnego kota? Choć wiele osób przyznaje się, że w przesądy nie wierzy, to z całą pewnością zakorzenione na dobre w kulturze zabobony traktuje dość serio. Zwłaszcza wtedy, gdy przypada piątek trzynastego! Wtedy większość z nas wyostrza zmysły i robi wszystko, aby nie dosięgnął nas pech. Ale skąd wzięły się przesądy? Okazuje się, że większość z nich ma ciekawą genezę i mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Zanim rozzłościmy się na wysypaną sól albo powiesimy podkowę w domu, zobaczmy, skąd wzięły się najpopularniejsze przesądy.

Dlaczego piątek 13?

Chyba nikomu nie trzeba przypominać, że w piątek 13. wiele osób najlepiej nie wychodziłoby z łóżka, aby uniknąć pecha. Liczba ta czasami z premedytacją pomijana jest w numeracji, aby uniknąć nieszczęścia. Wiara w pechową moc trzynastki odbija się na tym, że w niektórych hotelach na próżno można znaleźć pokój z trzynastką. Ale skąd się wzięła wiara w pechowość tej liczby? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy wrócić do starożytnej Babilonii, której mieszkańcy uznawali 12 za liczbę harmonijną i idealną. Stąd też - przykładowo - mamy 12 miesięcy, a także znaków zodiaku. Trzynastka z kolei była uznawana za tę, która idealny porządek burzy i stąd przypisano jej miano "pechowej".

Reklama

Jeśli połączyć do tego piątek, to w przekonaniu wielu osób, mamy murowanego pecha. Ale dlaczego właśnie piątek jest nieszczęśliwy? Tutaj trzeba przypomnieć sobie kulturę europejską i chrześcijaństwo: otóż w piątek Chrystus został ukrzyżowany.

Czerwona wstążeczka w wózkach

Jeszcze kilkanaście lat temu większość dziecięcych wózków miała zaczepioną w widocznym miejscu czerwoną wstążeczkę. Jeśli młoda mama nie pamiętała o tym symbolu, to zapobiegawcza babcia z całą pewnością takową przyczepiała. Skąd ten zabobon? Otóż, powszechnie sądzono, że czerwona wstążeczka miała chronić noworodki przed rzuconym urokiem, a to może skutkować nie tylko niepowodzeniem w życiu, ale także chorobami czy nawet śmiercią. Czerwony kolor wstążeczki miał chronić - w co wierzono od wielu wieków - przed diabłem, mocami nieczystymi, ale także pechem. Skąd popularność tego zabobonu? Wszystko wynikało z poziomu cywilizacyjnego, małej wiedzy medycznej oraz fatalnej jakości ochrony zdrowia, która wpływała na wysoką śmiertelność noworodków.

Pukanie w niemalowane drewno

Wiele osób jest powściągliwych w swoich wypowiedziach i planach, bo wierzy, że zdradzenie swoich zamiarów może wszystko zniweczyć. Dlatego, by nie "zapeszyć" część milczy, ale jeśli się podzieliła czymś z rozmówcą, to od razu puka w niemalowane drewno. Skąd wiara, że "pukanie w niemalowane" ma odczynić zły urok? Tutaj trzeba cofnąć pamięcią do wierzeń celtyckich, gdyż to właśnie wtedy istniało przekonanie, że w drewnie mieszkają bóstwa, które przynoszą pomyślność i szczęście. Inni wierzyli zaś, że drzewa mogą pośredniczyć między człowiekiem i naturą, a także zaklęte jest w nich szczęście. Stukanie w drewno miało być namiastką kontaktu nie tylko z naturą, ale także uwolnieniem dobrej mocy w nim uwięzionej.

Zarzewie konfliktu

Chyba nie raz, nie dwa zdarzyło się, że komuś przez przypadek rozsypała się sól na stole. Osoby zabobonne wieszczą, że niebawem nastąpi kłótnia w najbliższym otoczeniu. Jeśli i nam udało się ten zabobon poznać, to pewnie wiele osób zastanawiało się, dlaczego wiąże się z kłótnią. Jaka jest geneza tego przesądu? Wszystko przez fakt, że dawniej sól była droga i na taki wydatek nie każdy mógł sobie pozwolić. Początkowo rozsypanie soli na stole miało być wyrazem niezadowolenia z marnowania drogocennego produktu. Jeśli ktoś miał "nawyk" częstego rozsypywania soli, to wierzono, że musiał być to wynik złych mocy.

Polecamy także:

Mieszkanie, które zabijało. Nie była to klątwa, ale... fizyka

Pechowcy, jakich świat nie widział

To najbardziej przeklęte miejsce w Polsce. Ludzie ginęli w tajemniczych okolicznościach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama